Od kiedy pamiętam cierpiałem na straszne bóle głowy. Nie było tygodnia, żeby przynajmniej 2 razy nie bolała mnie głowa. I to nie były takie bóle, że wziąłem tabletkę 10 minut i po bólu. Nie widziałem na oczy, wymiotowałem, a w najlepszym wypadku przez całą noc nie mogłem się położyć bo myślałem, że głowa mi wybuchnie. Rodzice zabierali mnie na wszelakie badanie. Rezonanse, tomografie nawet bioenergoterapia wszystko wskazywało, iż jestem okazem zdrowia i nie mają pojęcia z czego biorą się te bóle. Nie miałem wyjścia musiałem się nauczyć z tym żyć. Na kursie Nowe Życie podczas modlitwy wstawienniczej prosiłem o siłę, aby

W piątek wyruszyliśmy razem z Kleofasem w drogę z Jerozolimy do Emaus (Łk, 24, 13-35). Na niej spotkaliśmy Jezusa, który przyszedł ze swoim Słowem, dotykając Nim nasze serca i dając światło Prawdy na życie. Każdego z nas poruszył posługując się konkretnym Słowem, dostosowując je według potrzeb i pragnień serca. Pozwolił się poznać w Swoim Słowie, w łamaniu Chleba podczas Eucharystii, w różnych doświadczeniach. Przemienił serca zagubione i zmartwione na serca radosne i odważne! Tylko Jezus to potrafi! :)

Jeszcze w przeddzień kursu wahałam się, czy w nim uczestniczyć. Bo przecież ja już wybrałam tę drogę, którą mam kroczyć. Odpowiedziałam na to wezwanie, które skierował do mnie Pan. Więc po co mi Nowe Życie? Po co cokolwiek zmieniać, jeżeli wszystko zaczyna się układać w jedną całość? A jednak w tej tak poukładanej codzienności też można zgubić Jezusa.