Od kiedy pamiętam cierpiałem na straszne bóle głowy. Nie było tygodnia, żeby przynajmniej 2 razy nie bolała mnie głowa. I to nie były takie bóle, że wziąłem tabletkę 10 minut i po bólu. Nie widziałem na oczy, wymiotowałem, a w najlepszym wypadku przez całą noc nie mogłem się położyć bo myślałem, że głowa mi wybuchnie. Rodzice zabierali mnie na wszelakie badanie. Rezonanse, tomografie nawet bioenergoterapia wszystko wskazywało, iż jestem okazem zdrowia i nie mają pojęcia z czego biorą się te bóle. Nie miałem wyjścia musiałem się nauczyć z tym żyć. Na kursie Nowe Życie podczas modlitwy wstawienniczej prosiłem o siłę, aby w trudnych sytuacjach mieć odwagę przyznawać się do Pana Jezusa. W trakcie zapytano mnie czy coś poczułem. Zdziwiony odpowiedziałem, że nie. Na to osoba modląca się nade mną powiedziała, że poczuła ogień w dłoni na mojej lewej półkuli. Wyszedłem trochę smutny, że ja nic takiego nie poczułem i wróciłem modlić się do Ducha świętego. W pewnym momencie poczułem silną potrzebę uklęknięcia. W tej samej chwili ktoś powiedział, że czuje, iż ktoś na sali potrzebuje się pojednać z ojcem. Coś we mnie pękło. Rozpłakałem się. Płakałem pierwszy raz od dobrych 10 lat. To był oczyszczający płacz. Przed oczami miałem obrazy uśmiechniętego ojca. Musicie wiedzieć, że mój tata jest alkoholikiem, całe moje dzieciństwo polegało na czekaniu do godz 17 czy ojciec przyjdzie trzeźwy i będzie spokój czy przyjdzie pijany i będzie awantura. Na moich oczach uderzył mamę, dzień przed maturą powiedział mi, że i tak nie zdam bo jestem za głupi. Zdystansowałem się do ojca. Brakowało mi trochę kontaktu z nim, ale bałem się że cały czas będzie pijany, a jak widziałem, że się opamiętał z piciem to sobie tłumaczyłem, że i tak zasłużył na to,iż nie chcę z nim utrzymywać kontaktu.I wiecie co? Wtedy zrozumiałem. Karaniem ojca raniłem sam siebie. To był warunek Pana. Pojednaj się z ojcem, a zabiorę od Ciebie bóle głowy. prosto z kursu pojechałem do niego. Było to tydzień po jego urodzinach, na których oczywiście nie byłem. Zabrałem go na spacer i powiedziałem, że przyjechałem z prezentem urodzinowym, na który czekał całe życie. Opowiedziałem o tym jak się czuję kiedy on pije, że brakuje mi kontaktu z nim, że przepraszam za to karanie go. On też mnie przeprosił. Pierwszy raz w życiu powiedziałem ojcu, że go kocham. 

Pisząc to świadectwo mija miesiąc od kursu. Głowa nie bolała mnie ani jednego dnia. Relacje z tatą się bardzo poprawiły i czuję wewnętrzny spokój. 

Chwała Panu za to, że pokazał mi, iż prosiłem o coś czego nie potrzebowałem, i że dał mi siłę pojednać się z tatą. I, że ból zniknął.

Paweł

Jeszcze w przeddzień kursu wahałam się, czy w nim uczestniczyć. Bo przecież ja już wybrałam tę drogę, którą mam kroczyć. Odpowiedziałam na to wezwanie, które skierował do mnie Pan. Więc po co mi Nowe Życie? Po co cokolwiek zmieniać, jeżeli wszystko zaczyna się układać w jedną całość? A jednak w tej tak poukładanej codzienności też można zgubić Jezusa.